Jeśli homeopatia to placebo, to homeopaci pytają - a które?

Placebo placebu nierówne. A tym bardziej nocebu. Przeprowadzono wiele badań, które wykazały jak różne jest działanie „pustych” pigułek. Może być ono zależne np. od ich koloru czy ceny. Nie tylko stało się to powszechną wiedzą medyczną, ale nawet przyznano za takie badania w 2008 roku IgNobla. Ten „śmieszny Nobel” zresztą stał się obecnie całkiem prestiżowym wyróżnieniem i nie jest wcale tak „haniebny”, jakby chcieli to widzieć krytycy. Przyznaje się go za rzetelne badania, których temat jednak może budzić zażenowanie. I tak właśnie po macoszemu najczęściej traktuje się w medycynie placebo – jako haniebne i budzące zażenowanie. Czy zdro­wie nie zyskałoby jednak na zgłębieniu jego natury? Podobnie ciekawy wgląd w to zagadnienie może dać zrozumienie istoty porównywanej z placebo homeopatii. Nawet jeśli w czyimś odczuciu nie może ona działać…

Konwencjonalna zgodnie z jaką konwencją?

Potocznie przyjmuje się w medycynie podział na konwencjonalną (akademicką), która ma być dobrze przebadana i resztę – często wrzucaną do worka określanego jako „alternatywna”. Ma to z pewnością swoje źródło w dramatycznych początkach medycyny, które barwnie przedstawiono choćby w przerażającej w sumie książce „Jak dawniej leczono”. Na pewno nikt z nas nie chciałby powrotu takich praktyk. Pierwszą linią obrony przed nimi stały się badania kliniczne. Wydaje się jednak umykać tu fakt, że również Samuel Hahnemann, odkrywca homeopatii był przeciwny takim „terapiom”. Co więcej – występował przeciwko nim publicznie narażając się tym samym na wrogość i ostracyzm ze strony współczesnych medyków. Szczegółowa historia licznych zarzutów stawianych homeopatii od początku jej praktykowania została pieczołowicie zebrana w pracy habilitacyjnej dr Aleksandry Wejman-Sowińskiej: „Wiarygodność źródeł informacji w odniesieniu do homeopatii”. To nie homeopaci mają się czego wstydzić po tej lekturze. Dlaczego właściwie tradycja takiej bezkrytycznej krytyki homeopatii wydaje się być kontynuowana do dnia dzisiejszego? Komu to ma służyć? Nawet przenikliwe i – jak się dzisiaj okazuje – głęboko prawdziwe wnioski Hahnemanna dotyczące ówczesnej medycyny są obracane przeciwko homeopatii. Kwituje się to stwierdzeniem: „bo przecież dawne leczenie, które zwalczał, bardziej szkodziło niż pomagało”, a skoro homeopatia „nie działa” to i nie szkodziła. Tylko dlaczego homeopatia jako jedyna metoda spośród bardzo wielu ówcześnie panujących w Europie, przetrwała próbę czasu i nadal cieszy się dużą popularnością wśród pacjentów? Naprawdę przez 200 lat nie było na rynku innego placebo?

Prosta droga do krzywego zdrowia?

Zatrzymajmy się w tym miejscu nad „pewnikiem”, które przyjmuje się w stosunku do medycyny konwencjonalnej. Najważniejszy postulat jest taki, że leczenie jest najlepszym sposobem na zdrowie. Przecież żyjemy obecnie dłużej i mamy mniej dolegliwości. Rzeczywiście – rozwój medycyny ostatnich wieków wydaje się mieć tu niezaprzeczalny udział, a sytuacja ta jest w dużej mierze wynikiem wzrostu higieny i zaradzenia stanom ostrym. Czegóż właściwie chcieć więcej? Czy możemy jednak beztrosko pominąć cień w postaci gwałtownego wzrostu liczby chorych na przewlekłe choroby cywilizacyjne? Dlaczego choroby te dotykają osoby coraz młodsze? Alergie, cukrzyca, nowotwory, czy choćby otyłość są często przez samych lekarzy określane epidemiami XXI wieku. Podobnie wydaje się, że opanowaliśmy zgony z powodu chorób serca, ale przecież liczba chorych tu nie zmalała. Czy zdrowiem powinniśmy nazywać stan, gdy nie odczuwamy dolegliwości? Obowiązująca od 1948 roku definicja zdrowia ogłoszona przez WHO dodaje do „stanu pełnego fizycznego,” również stan „psychicznego i społecznego dobrego samopoczucia”. Czy jednak o dobrym samopoczuciu można mówić w dobie narastającej epidemii depresji? I tu znowu – tym razem pomiędzy wierszami na stronach WHO – można wyczytać sugestię, że ta choroba tak się szerzy, gdyż wiele osób nie otrzymuje prawidłowego leczenia. Wydaje się tu umykać fakt, że oficjalnie zgłoszone badania najnowszych leków antydepresyjnych wykazują ich praktycznie pomijalne efekty terapeutyczne. Dlaczego jednak tak przywiązani do badań lekarze o tym publicznie raczej nie mówią? Czy medycy znają rzetelne opracowanie tematu, przedstawione przez jego badacza Irvinga Kirscha w formie książki: „Nowe leki cesarza Demaskowanie mitu antydepresantów”? A popularność takich leków wcale przecież nie spada. Z drugiej strony coraz więcej mamy doniesień o szkodliwości antybiotyków i m.in. ich możliwym wpływie na otyłość czy depresję. Głosy takich lekarzy jak prof. Waleria Hryniewicz, wdrażająca narodowy program ochrony antybiotyków, wydają się wołaniem na puszczy i w codziennej praktyce lekarskiej są właściwie pomijane. Do tego dochodzą tak powszechne reklamy różnego rodzaju „suplementów”. Takim to eufemizmem określa się obecnie wiele substancji terapeutycznych, jednak bez wymaganych dla zarejestrowanych farmaceutyków badań medycznych. Czyż przy tak intensywnym marketingu, nie spełniają one dodatkowo kryterium placebo lepiej niż mogłaby to robić homeopatia? Zresztą jeśli chodzi o badania, to okazuje się, że największe firmy produkujące leki mogą przeznaczać na nie ze swoich środków mniejsze fundusze niż na marketing. Dlaczego? Na koniec zaś okazuje się, że zbyt duża liczba przyjmowanych leków chemicznych zdrowiu jednak nie służy. Wręcz wykazano w badaniach, że to zmniejszenie przyjmowanej ich liczby może przyczyniać się do jego poprawy[2]. Czy w takim leczeniu, polegającym na doraźnym zażegnywaniu stanów chorobowych, na pewno chodzi o zdrowie w takim rozumieniu jak to przedstawia WHO? Skoro tak, to dlaczego praktycznie nie podnosi się tak podstawowego, systemowego pytania, które powinno spędzać sen z powiek lekarzom: „dlaczego leki chemiczne ZAWSZE mają działania niepożądane?” A homeopatia wydaje się tu wskazywać odpowiedź…

Czy problemem medycyny rzeczywiście jest homeopatia?

Każdy chyba przyzna, że przedstawione powyżej kwestie stanowią problem społecznie dużo poważniejszy niż tak chętnie głoszona „nieskuteczność homeopatii”? Czy uwaga poświęcana temu ostatniemu zagadnieniu nie jest jedynie odwracaniem uwagi od rzeczywistej kwestii zdrowia? Tym bardziej, że najsłynniejsze badanie badań (metaanaliza) dotyczące homeopatii opublikowane w 2005 roku w piśmie Lancet… potwierdziło skuteczność jej działania! Wbrew temu co napisano we wstępniaku numeru zatytułowanym „Koniec homeopatii?”. Wbrew temu co ogłosili autorzy pracy: „wykazaliśmy że wyniki zaobserwowane w homeopatycznych badaniach z grupą kontrolną otrzymującą placebo są zgodne z hipotezą placebo”. Wystarczy wnikliwie przeczytać reanalizę tej pracy – dostępną od wielu lat zarówno w języku angielskim jak i polskim – by przekonać się JAK rzeczywiście zostało poprowadzone to badanie badań. Co ciekawe – krytycy skwapliwie pomijają ten temat. Żaden poważny badacz nigdy nie odniósł się szczegółowo do przedstawionych tam kwestii. Nie podważono też przedstawionego w reanalizie wniosku płynącego z oryginalnego tekstu z pisma Lancet, że „homeopatia jest Medycyną Opartą na Dowodach (EBM) dla choroby najczęściej występującej w praktyce ogólnej”. Czy wynika z tego, że w temacie podejścia do zdrowia i jego badań są równi i równiejsi?

W takiej atmosferze pojawiło się kolejne doniesienie medialne opatrzone tytułami negującymi skuteczność homeopatii w imię tożsamości z placebo. Chodzi o ustalenia ekspertów australijskiej Rady Zdrowia i Badań Medycznych (NHMRC) po analizie wyników 225 wcześniejszych badań nt. działania homeopatii na kilkadziesiąt różnych chorób. Kto jednak zada sobie trud, by zwrócić uwagę na szczegóły i zastrzeżenia, w których „siedzi przysłowiowy diabeł”? Opisało je HRI (Homeopathic Research Institute) – organizacja zajmująca się badaniami nad homeopatią, która wstępnie miała wgląd do pracy Australijczyków. Wielość podejść stosowanych w homeopatii powoduje, że niektóre jej nurty są mniej, inne zaś bardziej skuteczne w terapii. Skuteczność ta może też być różna z biegiem czasu – mozolniej rozwiązuje się problem głęboki niż powierzchowny. Warto zwrócić tu uwagę, że klasycznie istotą homeopatii jest początkowe delikatne nasilenie (sic!) stanu organizmu (tzw. „pogorszenie homeopatyczne”), nie zaś bezpośrednie usunięcie dolegliwości. Dopiero właściwa reakcja organizmu pobudzonego w ten sposób może prowadzić do następczego samozdrowienia – to jednak zależy już od jego możliwości. Czy wspomniani eksperci uwzględniają tę specyfikę homeopatii? Czy raczej traktują ją jako dziedzinę jednorodną, nastawioną na usuwanie dolegliwości? Czy słusznie w opracowaniu pominięto badania mniejsze, wykazujące większą efektywność homeopatii? Nigdy nie było tajemnicą, że to właśnie takie badania wynikające – z jednej strony z indywidualnego podejścia do pacjenta – z drugiej z niedostatecznych funduszy na prowadzenie większych badań – stanowią często trzon doniesień potwierdzających działanie homeopatii. I nie o samą homeopatię tu chodzi, ale o pacjentów, którzy odnoszą korzyści z jej stosowania.

Zdrowie przez wyręczające leczenie czy samodzielne zdrowienie?

Zupełnie pominięto też wspomniane tu kwestie dotyczące braku jednolitej koncepcji zdrowia w medycynie konwencjonalnej. Nawet jeżeli homeopatia działa poprzez mechanizmy zbieżne z placebo, to w erze narastającej polifarmacji i nierzadko polipragmazji – gdy nadużywa się leków chemicznych – właśnie to może jawić się jako zbawienne. Dynamicznie rozwijająca się psychoneuroimmunologia wyraźnie wskazuje kierunek działań przyszłej medycyny. Jednak w istocie dotychczas ani nie rozumiemy mechanizmu placebo, ani nie wiemy jak je wykorzystywać. Gdy przyrównamy działania medycyny konwencjonalnej do ciągłego popychania rozregulowanego zegara organizmu – to możemy dojść do wniosku, że łatwiej byłoby ten zegar po prostu móc wyregulować. Głębokie zdrowie wynika bowiem z samodzielności, nie zaś z ciągłego wspierania leczeniem. I tu właśnie jawi się miejsce dla homeopatii – tym bardziej, że człowiek nie tylko jest mechanicznym mechanizmem, ale przede wszystkim samoregulującą się żywą istotą. Oczywiście nie jest to prosta sztuka. Trudno tu o proste recepty, gdy również homeopatia rozrasta się obecnie wielością nurtów wymagających wnikliwego zgłębienia. Czy oznacza to jednak, że należy jednoznacznie potępiać coś, co wielokrotnie wykazuje swoją skuteczność w indywidualnych sytuacjach? Dlatego, że wydaje się to przeczyć tzw. „zdrowemu rozsądkowi”? Zauważmy, że nowoczesna nauka również mu przeczy. Współczesna medycyna z gruntu opiera się na mechanicznym materializmie, w którym nie mieści się koncepcja homeopatii. Czy ten materializm można rzeczywiście przyjmować tak bezkrytycznie wbrew temu, iż pierwsze z listy 125 największych pytań nauki magazynu Science nadal brzmi: „Z czego zbudowany jest Wszechświat?”. To ta sama nauka potwierdza na dodatek w swoich badaniach fakt, że subiektywny obserwator wpływa na obserwowane przez siebie obiektywne zjawisko fizyczne. Czy tego samego nie może potwierdzać zwykłe przyspieszenie bicie serca przy zdenerwowaniu? Czyż wystarczy obniżyć sobie puls, by zniknęła przyczyna stresu? Przecież nawet nie wiemy: „jakie jest biologiczne podłoże świadomości?” (Tak brzmi kolejne, drugie pytanie z listy Science). Dopóki będziemy samych siebie traktować tylko jako mechaniczne przedmioty rozmaitych terapii, dopóty zagadkę homeopatii będzie okrywać cień, a zagadnienie zdrowia pozostanie w swej istocie niezgłębione. 

Osobisty wybór należy do każdego z nas.

Lek. med. Tomasz Kokoszczyński
specjalista medycyny rodzinnej

Prezes Polskiego Towarzystwa Homeopatycznego


[1] IgNobel 2008 z Medycyny: Dan Ariely za zademonstrowanie, że kosztowne placebo jest skuteczniejsze od taniego

[2] JAMA Internal Medicine: Feasibility Study of a Systematic Approach for Discontinuation of Multiple Medications in Older Adults, October 11, 2010, Vol 170, No. 18, http://archinte.jamanetwork.com/article.aspx?articleid=226051